Archiwum | kulturalnie RSS feed for this section

koparka nowym symbolem Katowic

4 maj

no bo, że Spodek i Powstańcze Skrzydła to wszyscy wiedzą. Vagina Center jeszcze nie skończone, ale będzie piękne, na miarę Złotych Tarasów, czyli TOP5 budynków, które samym swym projektem wywołują odruch gardłowy…
ale wracając do koparki.

na Śląsku się kopie. kopało się od dawien dawna ino, że na grubie. przyszedł jednak XXI wiek i wprowadził śmieszną modę na chwalenie się wszystkim i wszystkiego pokazywanie. mamy, więc celebritis spowiadających się z ilości przyjmowanego błonnika, mamy fejsbukowe relacje z poczęcia i narodzin pierwszego dziecka koleżanki z podstawówki, a w Katowicach kopanie przeniosło się spod ziemi na powierzchnię.

kopią wszędzie.

na terenie dawnej KWK Katowice, w nagłym zrywie archeologicznym, próbują wykopać muzeum. jak się chłopaki rozkręcą to może wykopią przy okazji eksponaty.

rozorali pętlę tramwajową i pod torami próbują dokopać się do Rynku, który to Rynek ponoć tam jest. póki co nikt go nie widział, ale za to odkryli Rawę i osobiście kibicuję pomysłowi tramwajów wodnych.

no i oczywiście z zapartym tchem czekam na rozkopanie 3maja, bo wtedy zostanie wyeliminowana ostatnia możliwość poruszania się po centrum.

w całym tym rozgardiaszu niedziwnym jest, że w stolicy Górnego Śląska odnotowano największą liczbę koparek w przeliczeniu na jednego mieszkańca, a co bardziej spostrzegawczy gospodarze potrafią po jednym rzucie oka ocenić, z którego wykopu pochodzi piach naniesiony przez nieuważnego gościa.
koparkowy potencjał doceniła też Agata “Olek” Oleksiak i ubrawszy ślicznie dwie koparki, postawiła je pod Spodkiem w (ramach Katowice Street Art Festival 2012) ku uciesze tłumu.

na moje oko można by  je wkomponować w logo Katowic i ze Spodka zrobić koparki pod Spodkiem. co Wy na to?

fot. Paweł Mrowiecfot. Paweł Mrowiec

6 gru

przeczytałam właśnie świetny wywiad z Michałem Witkowskim (o bosz… ta znowu o Witkowskim, dajcie jej bana albo w mordę. aj noł, ale na miłość nie ma rady). wywiad do przeczytania tutaj. bardzo fajne spojrzenie na polską literaturę współczesną i na fakt, że książki pisze się w kontekście półki w Empiku. bez zadęcia i kreowania na buk wie co, za to szczerze.

w tekście tym Autor przytacza jak wyglądałoby jego ogłoszenie na rynku pracy gdyby autorem nie był:

Mam 36 lat, nigdy w żadnym zawodzie nie pracowałem, kiedyś skończyłem polonistykę, ale nie robiłem specjalności, nie mam prawa jazdy i nie jestem otwarty ani miły, a na dodatek śpię do pierwszej.

i tak sobie pomyślałam jak wyglądałoby moje?

Mam 23 lata*, pracowałam w second handzie, galerii handlowej i sex shopie. Dodatkowo współpracowałam przy kilku projektach kulturalnych i zdarzyło mi się pisywać dla pewnego portalu… Wspominałam już, że studiuję na Politechnice? Nie mam prawa jazdy i nie jestem otwarta ani miła, a na dodatek z porannym wstawaniem mam spore problemy.

rynek pracy stoi przede mną otworem.



* – już niedługo, ale ciii…

 

kocham kocham kocham!

24 lis

na Michaśkowym fejsbuku pojawiło się zapytanie:

Ktoś: Prośba do tych, którzy przeczytali “Drwala”: czy książka jest tak samo dobra, jak poprzednie? Bo trochę się waham przed zakupem…

Michał Witkowski: Ja przeczytałem i uważam, że warto.

i jak tu go nie kochać? no jak?!

p.s. na dniach pojawi się tu coś nowego, ale ostatnio walczę ze snem, śpię i przesypiam drący się budzik, więc jestem, że tak delikatnie to ujmę, niedysponowana.

Don Carlos – Opera Śląska

17 wrz

Dopięłam swego! Odkąd Teresa opisał bytomskie wojaże na blogu, przebierałam nogami niecierpliwie czekając na moment kiedy posadzę swoje szacowne 4litery na widowni Opery Śląskiej. Szczęśliwe zrządzenie losu sprawiło, że nie musiałam nawet jechać do Bytomia, bo Don Carlos przyjechał do mnie, a konkretnie na deski Teatru Śląskiego.

Jak na rasową singielkę przystało zakupilam bilet w ilości sztuk 1 i przyodziawszy nową kieckę i 13 cm fioletowe koturny, ruszyłam do centrum. Już po powrocie przeczytałam, że Don Carlos nie jest operą dla laików, bo ci nie docenią jej w pełni. Podążając za tą tezą, powinnam być wdzięczna moim niewprawnym uszom, bo skoro jako laik wyszłam na zabój zakochana to gdybym doceniła dzieło Verdiego w pełni, mogłoby mnie to zabić.

Traf chciał, że Teresa (który został chwilowo i nieświadomie moim alfą i omegą w tym temacie) widział Don Carlosa w niemal całkowicie innej obsadzie, więc mój wstępny research szlag trafił. Byłam zdana na siebie.

Tytułowa postać (Sylwester Kostecki) nie rzucała na kolana. Nie mnie oceniać czy zawinił śpiewak (niewprawne ucho, cóż zrobisz?), ale ponoć Pan Kostecki jest dobry w swoim fachu, więc wysuwam przypuszczenie, że cipowatość Carlosa rzutuje na odbiór tej postaci i nawet gdyby wcielił się w niego jakiś młody bóg to dalej by coś nie grało. Główne postacie kobiece, czyli Elżbieta (Anna Wiśniewska-Schoppa) i Eboli (Elżbieta Kaczmarzyk-Janczak) pięknie wyśpiewane. Ta druga zdaje się być gwiazdą wiekszego kalibru, biorąc pod uwagę żywiołowe reakcje publiczności. Ja natomiast serce moje i uszy i duszę (jeśli takową posiadam) oddałam odtwórcy Posy (Adam Woźniak). Nie dość, że Pan Woźniak pochwalić się może niezgorszym fizis to głos jego przyprawiał mnie o dreszcze rozkoszy. Dawno tak intensywnie nie przeżywałam muzyki.

Mimo, że Stanisław Wyspiański “teatr swój widział ogromny” to scena Teatru Śląskiego do ogromnych nie należy. Scenografia się jednak zmieściła, aktorzy nie wchodzili sobie na głowę, a na dodatek wszystko wyglądało wspaniale. To w moim odbiorze karkołomy wyczyn, który należy docenić.

Całość sprawiła, że przepadłam i już radośnie zacieram ręce na myśl o Madame Buttlerfly 10 października. Ktoś chętny?

o ESK na chłodno

26 cze

3 posty na miesiąc. wyrabiam normę, nie ma co.

emocje po ogłoszeniu, które miasto zostanie ESK2016 opadły.
ministra Z. dopadła karma i złamała mu nogę.
KATO nie zostało przemianowane na WROC.
lajera dalej przygrywa.
Mariacka tętni życiem.
moje słoneczniki powoli przygotowują się do pięknego zakwitnięcia.

podsumowując miasto się nie poddało, a my mamy 100 milionów powodów do żartów z Wrocławia.

KATO – O TAK!

16 cze

przeszło 2 tygodnie minęło od poprzedniego wpisu. gdy tak sięgnę myślą wstecz dochodzę do wniosku, że nawet nie tyle nie miałam czasu na napisanie choć kilku słów, ale nie miałam ochoty (siły, pomysłu). widocznie i mnie dopadła filozofia “quick & easy”, a wszystko co przekracza 140 twitterowych znaków stanowi barierę niemal nie do przejścia.

zamknęłam sesję w tempie ekspresowym, kiedy to wszyscy normalni ludzie ją dopiero zaczynają. narzekać nie będę, mam wakacje, prawdopodobnie ostatnie studenckie (ze zniżkami i innymi bonusami). odpoczynku jednak nie mam w planach (odpoczywałam w semestrze), czas na pracę. wczoraj pierwsze sprzątanie i inwentaryzacja asortymentu. uwinęłyśmy się w 3 godziny. we wtorek natomiast pierwsza 10-godzinna zmiana. kto wie gdzie –  zapraszam, kto nie wie – feel free to ask.

ale najważniejsze wydarzenie dnia wczorajszego to wizyta Komisji, która zadecyduje komu ESK2016. ja i mi podobni nie mamy żadnych wątpliwości, że jak nie KATO to kto?! mam nadzieję, że Komisja doszła do tego samego wniosku. Mariacka wczoraj tętniła życiem i energią, pogoda dopisała, ludzie się spisali. sama z całego zamieszania wyszłam bogatsza o dwa słoneczniki i zaraz poczytam jak to je pielęgnować by zakwitły przepiękne.

ach no i fajne doświadczenie z wczorajszego wieczora. na Mariackiej Tylnej, w podwórku kamienicy, projekcja plenerowa “Prostej historii o miłości” Arkadiusza Jakubika. co więcej mogę dodać? KATO – O TAK!

do następnego razu.

nadciąga sesja…

1 cze

więc nie mam czasu. trochę się podziało przez te kilka dni, ale jakoś nie było chwili by przysiąść i napisać.

w piątek spektakl, pierwszy od tak dawna, że aż wstyd. może napiszę kilka słów później, po egzaminie, który jutro i powinnam się uczyć dokładnie w tej chwili.

w poniedziałek Kraków i poznawanie mojej nowej firmy. jeśli sprawy się dobrze potoczą to zdobędę sporo soczystego materiału na blog o tematyce… jeszcze nie powiem jakiej, ale ja bym taki blog umieściła w rss’ach.

w Krakowie dodatkowo uczenie się prawa wodnego na Plantach i obiad z D. w Relaxie. chciałabym bardzo żeby Katowice zorganizowały sobie takie Planty czy inny Central Park na terenie Śródmieścia. mamy kilka miejsc gdzie można usiąść z książką i notatkami, ale co natura to natura, a do Parku Kościuszki jednak kawałek. może gdyby się udało pchnąć prace przy skwerze wzdłuż Sokolskiej to by wyszło coś fajnego?

czas zabrać się do roboty, bo ekotoksykologia nie nauczy się sama, niestety. nadchodzi pracowity okres dla Mozarta, bo nic tak nie stymuluje mego umysłu jak jego kompozycje.

a przy okazji życzę tym większym i tym mniejszym wszystkiego naj z okazji dnia dziecka.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 245 other followers