Archiwum | muzycznie RSS feed for this section

Don Carlos – Opera Śląska

17 wrz

Dopięłam swego! Odkąd Teresa opisał bytomskie wojaże na blogu, przebierałam nogami niecierpliwie czekając na moment kiedy posadzę swoje szacowne 4litery na widowni Opery Śląskiej. Szczęśliwe zrządzenie losu sprawiło, że nie musiałam nawet jechać do Bytomia, bo Don Carlos przyjechał do mnie, a konkretnie na deski Teatru Śląskiego.

Jak na rasową singielkę przystało zakupilam bilet w ilości sztuk 1 i przyodziawszy nową kieckę i 13 cm fioletowe koturny, ruszyłam do centrum. Już po powrocie przeczytałam, że Don Carlos nie jest operą dla laików, bo ci nie docenią jej w pełni. Podążając za tą tezą, powinnam być wdzięczna moim niewprawnym uszom, bo skoro jako laik wyszłam na zabój zakochana to gdybym doceniła dzieło Verdiego w pełni, mogłoby mnie to zabić.

Traf chciał, że Teresa (który został chwilowo i nieświadomie moim alfą i omegą w tym temacie) widział Don Carlosa w niemal całkowicie innej obsadzie, więc mój wstępny research szlag trafił. Byłam zdana na siebie.

Tytułowa postać (Sylwester Kostecki) nie rzucała na kolana. Nie mnie oceniać czy zawinił śpiewak (niewprawne ucho, cóż zrobisz?), ale ponoć Pan Kostecki jest dobry w swoim fachu, więc wysuwam przypuszczenie, że cipowatość Carlosa rzutuje na odbiór tej postaci i nawet gdyby wcielił się w niego jakiś młody bóg to dalej by coś nie grało. Główne postacie kobiece, czyli Elżbieta (Anna Wiśniewska-Schoppa) i Eboli (Elżbieta Kaczmarzyk-Janczak) pięknie wyśpiewane. Ta druga zdaje się być gwiazdą wiekszego kalibru, biorąc pod uwagę żywiołowe reakcje publiczności. Ja natomiast serce moje i uszy i duszę (jeśli takową posiadam) oddałam odtwórcy Posy (Adam Woźniak). Nie dość, że Pan Woźniak pochwalić się może niezgorszym fizis to głos jego przyprawiał mnie o dreszcze rozkoszy. Dawno tak intensywnie nie przeżywałam muzyki.

Mimo, że Stanisław Wyspiański “teatr swój widział ogromny” to scena Teatru Śląskiego do ogromnych nie należy. Scenografia się jednak zmieściła, aktorzy nie wchodzili sobie na głowę, a na dodatek wszystko wyglądało wspaniale. To w moim odbiorze karkołomy wyczyn, który należy docenić.

Całość sprawiła, że przepadłam i już radośnie zacieram ręce na myśl o Madame Buttlerfly 10 października. Ktoś chętny?

lipiec

4 lip

po pierwsze, i najważniejsze, jeden z dwóch mych słoneczników zakwitł! i jest śliczny mimo, że ma zepsuty jeden liść. czekam z niecierpliwością aż drugi pójdzie w jego ślady.

w pracy, która pochłania więcej energii niż przypuszczałam, że będzie, pojawiły się pin-up’owe malowidła naścienne. zapraszam do oglądania i zakupów. choćby jutro (w godzinach 10-20).

w uszach i myślach Leszek Możdżer z “Komedą”. piękny album, którego się nasłuchać nie mogę.

Wiesz co, ja kocham muzykę po prostu. I chcę ją mieć na wszystkie sposoby.

powiedział Leszek Możdżer u Kuby Wojewódzkiego, a szczerość tych słów nie daje mi spokoju. któż by pomyślał, że takie rzeczy w telewizji…

o ESK na chłodno

26 cze

3 posty na miesiąc. wyrabiam normę, nie ma co.

emocje po ogłoszeniu, które miasto zostanie ESK2016 opadły.
ministra Z. dopadła karma i złamała mu nogę.
KATO nie zostało przemianowane na WROC.
lajera dalej przygrywa.
Mariacka tętni życiem.
moje słoneczniki powoli przygotowują się do pięknego zakwitnięcia.

podsumowując miasto się nie poddało, a my mamy 100 milionów powodów do żartów z Wrocławia.

Dancefloor o nazwie Mariacka

22 maj

Takiego ognia jeszcze na Mariackiej nie było! Crystal Fighters jeszcze lepsi na żywo. Chcemy więcej!

Na lajerowym fb kilka klipów z wczoraj (KLIK w obrazek)

I jeden klip tutaj:




A kto nie był ten trąba.

noc zagadek

15 maj

katowicka noc muzeów przemieniła się w noc zagadek.

zagadka nr 1

jak się dostać na teren KWK Katowice skoro w miejscu dawnego wejścia jest wielka dziura w ziemi?

odp.: od strony ul. Olimpijskiej, tam gdzie się kiedyś zgubiliśmy.

zagadka nr 2

dlaczego słyszę trąbkę skoro widzę, że trębacz nie gra?

zagadka nr 3

co wisi nad zespołem i dlaczego wisi nad nimi okap?

zagadka nr 4

jak jest “życie” po niemiecku?

do tego widziałam wrak Messerschmitta i niemiecką wyrzutnię moździerzy produkcji radzieckiej. czad!

muzycznie

30 kwi

Ostatnio zostałam zareklamowana na bardzo fajnym blogu, o niemniej fajnych rzeczach. Na tym samym blogu w opisie do anna and the city napisane zostało, że można u mnie przeczytać o dobrych serialach, świetnej muzyce i pieprzonej politechnice. Wychodzi na to, że wyrabiam  jedynie 2/3 normy, więc czas na kilka słów o muzyce, ale w ujęciu serialowym.

Pewnego dnia postanowiłam przemóc wewnętrzną niechęć i obejrzeć Gossip Girl. Okazało się, że serial ten nie jest tak zły jak myślałam (jawił mi się jako nowojorska wersja 90210, a po pilocie tego drugiego zapadło definitywne nigdy więcej). Z  Nowym Jorkiem (I ♥ NY), modą i lekko dekadenckim życiem elity z Upper East Side, Plotkara to po prostu świetna rozrywka. Wymazałabym jedynie postać Sereny, ale to temat na osobną notkę.

Nie o samym serialu jednak chciałam, a o muzyce w tym serialu. Kilkakrotnie już przecierałam oczy, a w zasadzie uszy, ze zdumienia kiedy to wyłapywałam dźwięki moich ulubionych kawałków. Dużo dobrej muzyki zostało upakowane w tej produkcji. Największym zaskoczeniem był mój ukochany Bonobo. Niezmiernie miłą niespodzianką Just Jack. Nie wiem czy w jakimś innym amerykańskim serialu można usłyszeć tak dużo brytyjskiej muzyki. Jak się jednak okazało w tym tygodniu, nie tylko brytyjskiej. Oh Land to duńska artystka mieszkająca obecnie na Brooklynie i moje dość świeże odkrycie muzyczne. Nie będę ukrywała, że odkrycie te zawdzięczam Filipowi, który z Danii raz na jakiś czas podsyła mi różne smaczki. Dziewczyna jest niesamowita, jej płyta jest świetna, a utwory w akustycznych aranżach (do wglądu na youtube) po prostu miotą. Cieszy, że takie perełki są promowane w popularnym serialu.

Czekam na więcej pozytywnych zaskoczeń ze strony ekipy Gossip Girl.

I “Go Denmark!”

weekend!

26 mar

Gdy dojeżdża się na zajęcia do Gliwic, mieszkając jednocześnie w Katowicach i mając plan taki, a nie inny, problem z weekendem polega na tym, że piątek jest niejako spisany na straty. Niby jest jeszcze sobotni wieczór, ale i tak pozostaje uczucie oszukania przez system. W takich wypadkach trzeba zacisnąć zęby i mimo, że wizja piątkowego wieczoru marzeń to kanapa + koc + film, wyjść w celu socjalizacji.

I tak wczoraj wypadło, że socjalizowałam się w ligockiej Panoramie, gdzie onegdaj wiele się działo, na koncercie Bad Light District. Koncert sam w sobie dał radę, niestety moje rytmiczne poziewywania psuły mi radość z obcowania z muzyką. Do tego coś mi nie grało z nagłośnieniem, ale nie wykluczam, że był to problem istniejący jedynie w mojej głowie, bo mój stopień irytacji w trakcie wieczoru rósł wykładniczo i wkurzało mnie niemal wszystko.

Po koncercie w ramach szukania remedium na bad friday zajechałyśmy na Mariacką gdzie dzikie tłumy, tańce, hulanki, swawola. Piwo w Lornecie podziałało rozluźniająco. Jak widać magia ten knajpki trwa.

A dziś wielka herbata w Małym Kredensie, czyli eksploracja (okolic) Mariackiej na bis i błąd w Matrixie pod postacią pogody.

Wieczorem natomiast postawię jednak chyba na kanapę + koc + film.

Weekend czas zacząć

19 mar

Po euforycznym początku, dość szybko dorwała mnie chwilowa stagnacja. Powodem nie był nawet brak chęci, bardziej brak czasu i siły. Vortex czasoprzestrzenny wessał mnie w okolicach środowego wieczora i wypluł dopiero dwie doby później. Niefortunny zbieg okoliczności sprawił, że wypluta zostałam w sam środek zamieci śnieżnej, która przetoczyła się przez moje miasto, malując je na mokro-biało.

W ramach rozpoczynającego się weekendu musiałabym podgonić z uczelnianymi projektami żeby nie obudzić się niebawem z przysłowiową ręką w nocniku.
No i muszę podciągnąć się z duńskiego.

Kolejny raz plan jest ambitny. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

Nuta ode mnie na dziś.



Buen Fin de Semana!

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 245 other followers