no właśnie, czego? waham się ostatnio między “wielkich wykopów”, a “galerii handlowych”, ale te dwa tytuły cudownie się dopełniają.
ja wiem, ja rozumiem, naprawdę dociera do mnie, że żyjemy w kraju aspirującym do i mającym ogromną moc nabywczą, generalnie debetową, ale już nie bądźmy drobiazgowi. uczelni, liceów i gimnazjów mamy zatrzęsienie, a gdzieś ta młodzież musi się konsumpcyjnie wyszaleć z kartą kredytową mamusi i/lub tatusia.
już się pogodziłam z budową vagina center. przyzwyczaiłam się już do tego, że muszę wyjść wcześniej albo biec albo się spóźnię. rozumiem, że syf i błoto i panowie budowlańcy. milcząco przyjmuję wszystkie projekty budowania kolejnych świątyni handlu tu i tu i jeszcze tam. moja cierpliwość jest jednak surowcem nieodnawialnym, a władze wyczerpały ją pomysłem “rozorajmy rynek”.
kocham moje piękne miasto, ale dlaczego nie można z głową i etapami, a trzeba na hurra, tego zrozumieć nie potrafię. już teraz omijam 3 maja jeśli mogę, bo ostatnio niemal straciłam życie przez zderzenie z tramwajem gdy próbowałam umknąć przed szarżującą na mnie betoniarką.
nie wątpię, że będzie pięknie i wspaniale i można będzie przejść przez rynek do Teatru Śląskiego bez narażenia nóg lub (co gorsza) obcasów na złamanie. i żeby było lepiej musi być gorzej. i że to takie polskie narzekać, że się nie dzieje, a gdy się zaczyna dziać to narzekać, że za dużo i za szybko. i wierzę, że komunikacyjny horror będzie tego wart.
trochę tylko smutno, że akurat teraz mój teleporter jest w przeglądzie.
-
a na oficjalnym profilu miasta na twarzoksiążce można zobaczyć zdjęcia trzech panów na torach nie licząc łopaty. praca wre!