Archiwum | serialowo RSS feed for this section

serialowa jesień 2011

16 wrz

jako serialowa maniaczka do każdego sezonu muszę podejść metodycznie, z ołówkiem w ręku przygotowując plan działania. dzięki temu oddalam ryzyko utonięcia w zalewie nowości i, co gorsza, przegapienia jakiejś perełki.

kilka dni temu F. przesłał mi linka do jesiennego rozkładu jazdy serwisu Popcorner.pl z zapytaniem “a ty na co czekasz?”. poniżej zatem przydługawa lista moich typów na podstawie popcornerowego zestawienia nowości . wszystko jest oczywiście w fazie “do dyskusji”, bo a nuż F. będzie mnie maltretował, że muszę coś koniecznie zobaczyć i ulegnę.

(więcej…)

True Blood N°4

10 lip

przez Internet przeszedł już pierwszy front artykułów, wpisów, notek i tweetów na temat nowego sezonu True Blood, ale ja nie miałam czasu nic na ten temat napisać, bo byłam w pracy.

po pierwsze (i poruszę ten temat tylko raz) Alexander Skarsgård jest boski. żeby jednak nie upodobniać się do zastępów jego (nie tylko) nastoletnich psycho-fanek, nie będę się rozwodzić nad jego fizjonomią i niewątpliwym talentem aktorskim. förlåt Alex!

kilka przemyśleń o samym serialu, w punktach, na podstawie rozmowy z F.

  • Lafayette & Jesus = lame! – lubię wątki (i seriale) lgbt. cieszyłam się bardzo gdy scenariusz odbiegł od książki i Lafayette został z nami, ale to co oni tam teraz wyprawiają woła o pomstę.
  • dla równowagi Tara, której nie znosiłam, zachowuje się rozsądnie i nie denerwuje.
  • w parze Jessica & Hoyt mamy do czynienia z całkowitym zmarnowaniem potencjału postaci. mam na myśli Jessice, bo Hoyt wydaje się być pozbawiony jakiegokolwiek potencjału. może to jeszcze naprawią (oby!), bo jeśli nie to pierwsza chwycę za kołek.
  • Pam – tak! tak! tak! więcej Pam! kochamy Pam!
  • wiedźmy – naprawdę? nie, jeszcze raz: NAPRAWDĘ?! przedstawiony kowen (klub? zbór? stado?) czarownic, które powinny siać postrach, budzi co najwyżej współczucie. wszystko im wychodzi przypadkiem, przywódczyni jest… hmm… mało imponująca. wiedźmom dla ubogich mówimy nie.
  • przemiana Jasona mile zaskoczyła.
  • nie mogli zabić Arlene gdzieś po drodze? im dalej tym gorzej.
  • Bill! pominąwszy fakt, że jest królem, bo do tego jeszcze nie umiem się ustosunkować, w końcu wyremontował dom! musieliśmy na to czekać tylko 3 sezony + rok kiedy Sookie była w…
  • krainie wróżek. nawet ja nie jestem tak bezwzględna, żeby to komentować.
pewnie zapomniałam o kilku szczegółach. niektóre pominęłam z rozmysłem, bo albo nie chce mi się o tym gadać, albo jeszcze nie wiadomo co o tym sądzić. czekałam na bombowy sezon, bo książka nr 4 była fajna. po pierwszych odcinkach zamiast C4 dostałam kapiszony, choć drugi odcinek napawa nadzieją, że idzie ku lepszemu. poczekamy, zobaczymy. choć wiemy, że waiting sucks.

FOX kasuje

11 maj

No i wyszło na moje. Niestety.

FOX skasował Breaking In.

Z ramówki wyleciało też Lie to me. Będę strasznie tęsknić za Timem Rothem. Oby szybko się pojawił w czymś innym. Pożegnać musimy i Human Target.

Ech.

Callum Keith Rennie

4 maj

W weekend majowy znalazłam w końcu chwilę czasu i sięgnęłam po pierwszy odcinek The Killing. O samym serialu się wypowiadać na razie nie będę, chciałam natomiast o narzeczonym głównej bohaterki. Spojrzałam na faceta raz, spojrzałam drugi i za nic nie umiałam sobie przypomnieć skąd go znam. Pewna jednak byłam, że go lubię. Kiedy w końcu mój, przestawiony na weekendowy tryb, mózg zaczął pracować prawie sobie dałam w twarz za karę.

Nie wiem w jakiej ciemnej otchłani znajdował się mój intelekt, ale aktorem, którego nie poznałam był Callum Keith Rennie. Dla serialowo niezorientowanych, pan ten to Leoben, mój ulubiony Cylon z Battlestar Galactica i fenomenalny Lew Ashby z Californication (i wiele, wiele innych).

Mam nadzieję, że dadzą mu do zagrania coś więcej niż rozmowy telefoniczne z panią detektyw.

Swoją drogą, życzę wszystkim udanego dnia Gwiezdnych Wojen.
May The 4th be with you.

Cpt. Jack Harkness

2 maj

Doctor Who powrócił z szóstym sezonem i teoretycznie nie mam powodu do narzekań (w praktyce niedorzeczna liczba odcinków mąci radość posmakiem goryczy). Jednak jak na prawdziwą Polkę przystało, stanę na głowie, ale powód do załamywania rąk znajdę.

Tak się złożyło, że dzisiaj przed godziną 13 czasu polskiego, John Barrowman cierpiał na bezsenność w Palm Springs i stamtąd też tweetował na 4 świata strony.

Ciekawam bardzo nowego, amerykańskiego Torchwood. Ciekawam nowej ekipy. Ciekawam Dnia Cudów. I tęsknie za nieodpartym urokiem Cpt. Jacka.

Bo jak tu nie tęsknić…

Barrowmanowi podczas tweetowania komputer odmawiał posłuszeństwa. Zaowocowało to dowcipną wymianą zdań między fanem, a artystą. JB – mistrz ciętej riposty.

the one and only Captain Jack Harkness can’t fix a computer!! :o Thats right but I can save the world. jb

muzycznie

30 kwi

Ostatnio zostałam zareklamowana na bardzo fajnym blogu, o niemniej fajnych rzeczach. Na tym samym blogu w opisie do anna and the city napisane zostało, że można u mnie przeczytać o dobrych serialach, świetnej muzyce i pieprzonej politechnice. Wychodzi na to, że wyrabiam  jedynie 2/3 normy, więc czas na kilka słów o muzyce, ale w ujęciu serialowym.

Pewnego dnia postanowiłam przemóc wewnętrzną niechęć i obejrzeć Gossip Girl. Okazało się, że serial ten nie jest tak zły jak myślałam (jawił mi się jako nowojorska wersja 90210, a po pilocie tego drugiego zapadło definitywne nigdy więcej). Z  Nowym Jorkiem (I ♥ NY), modą i lekko dekadenckim życiem elity z Upper East Side, Plotkara to po prostu świetna rozrywka. Wymazałabym jedynie postać Sereny, ale to temat na osobną notkę.

Nie o samym serialu jednak chciałam, a o muzyce w tym serialu. Kilkakrotnie już przecierałam oczy, a w zasadzie uszy, ze zdumienia kiedy to wyłapywałam dźwięki moich ulubionych kawałków. Dużo dobrej muzyki zostało upakowane w tej produkcji. Największym zaskoczeniem był mój ukochany Bonobo. Niezmiernie miłą niespodzianką Just Jack. Nie wiem czy w jakimś innym amerykańskim serialu można usłyszeć tak dużo brytyjskiej muzyki. Jak się jednak okazało w tym tygodniu, nie tylko brytyjskiej. Oh Land to duńska artystka mieszkająca obecnie na Brooklynie i moje dość świeże odkrycie muzyczne. Nie będę ukrywała, że odkrycie te zawdzięczam Filipowi, który z Danii raz na jakiś czas podsyła mi różne smaczki. Dziewczyna jest niesamowita, jej płyta jest świetna, a utwory w akustycznych aranżach (do wglądu na youtube) po prostu miotą. Cieszy, że takie perełki są promowane w popularnym serialu.

Czekam na więcej pozytywnych zaskoczeń ze strony ekipy Gossip Girl.

I “Go Denmark!”

Z okazji świąt…

23 kwi

… nie będzie nic o świętach. Sama tak zadecydowałam i po raz pierwszy udało mi się (prawie) przekonać do tego rodzinę. Jeszcze kilka sezonów i dopnę swego.
Póki co jako wielkanocny Grinch zostawiłam tylko jedzenie, wolne i Tardis na Dzikim Zachodzie.

Tak naprawdę o to w ten weekend chodzi. Przynajmniej dla mnie.
Dziś na BBC One. Enjoy!

Breaking In

22 kwi

Jeśli w serialowej ofercie brakuje wam jakiejś lekkiej, 20-minutowej produkcji komediowej. Jeśli kuszące świetnymi trailerami premiery tego sezonu was rozczarowały (Shit My Dad Says, Perfect Couples i Traffic Lights* – kto ze mną ręka do góry!). To Breakin In jest serialem dla was.**

Pierwsza rzecz, którą musicie o Breaking In wiedzieć – ten serial jest szalony. Takie trochę pożenienie The Big Bang Theory z Leverage.
Mamy, więc złych dobrych (dobrych złych?) i do tego geeków. Pracują oni w agencji zajmującej się rozwiniętą ochroną technologiczną. Krótko mówiąc, na życzenie klienta próbują go okraść by ujawnić niedoskonałości jego systemu zabezpieczeń. Całości przewodzi człowiek, równie niekonwencjonalny jak jego metody, w którego postać wciela się Christian Slater (mój ulubieniec).

O ile pilot może się wydawać trochę przyciężkawy, (nie wiem czy też zauważyliście zjawisko, że pilot, który w założeniu ma przyciągać, odpycha?) to już w drugim odcinku ekipa się rozkręciła. W rezultacie dostajemy wysmażony kawał rozrywki, doprawiony takimi smaczkami jak Michael Rosenbaum (Smallville) czy Alyssa Milano (Czarodziejki).
Może być dobrze.
Chyba, że FOX goniąc za kolejnym sukcesem oglądalnościowym na miarę Housa, ukręci tej produkcji łeb.


* Traffic Lights jeszcze daje radę, ale nie ma ognia, który miał być.
** Zastrzegam sobie prawo do zmiany zdania, wszak widziałam dopiero 2 odcinki.

Endgame

27 mar

Ponoć najbardziej podobają nam się te piosenki, które już znamy. Z serialami chyba jest podobnie, bo niejednokrotnie obdarzamy sympatią produkcje opowiadające o sytuacjach nam bliskich czy osobach, z którymi możemy się w jakiś sposób identyfikować.

W moim wypadku tak się stało po obejrzeniu Endgame. Nie znaczy to bynajmniej, że gram w szachy, bo nie gram. Nie jestem też koneserem wódki, a od statusu światowego formatu geniusza dzieli mnie (niestety) spory kawałek.
Z miejsca jednak polubiłam głównego bohatera mimo, że właściwie nie ma za co go lubić.

(więcej…)

Monroe

16 mar

Jeśli bym miała opisać nowy serial itv dwoma słowami (z nutką ironii), powiedziałabym brytyjski House.

Od porównań uciec nie można, bo też wspomniani bohaterowie ulepieni są z jednej gliny. Obaj genialni w swoich dziedzinach, lekko ekscentryczni, życie osobiste obu legło w gruzach, gustują w potyczkach słownych z atrakcyjnymi koleżankami lekarkami, a ego obu do najmniejszych nie należy.

Pomijając jednak podobieństwa, Monroe to nie House. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, panowie są równie podobni co różni. Dodatkowo mamy do czynienia z zupełnie inną dynamiką serialu i tym nieuchwytnym “czymś”, które różni produkcje brytyjskie i amerykańskie. I gwoli ścisłości, nie mam na myśli wysokości budżetu.

James Nesbitt jako Monroe “kupił” mnie ostatecznie w chwili, w której stwierdził, że Arctic Monkeys jest idealnym soundtrackiem operacji neurochirurgicznej.

Jeśli ktoś zatem jest zmęczony burzliwą dyskusją o potencjalnym “skończeniu”/”nie skończeniu” się Housa polecam Monroe. Specyfika brytyjskich produkcji gwarantuje, że serial ten prędzej się fizycznie skończy, niż “skończy”.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 245 other followers