Archiwum | w pracy RSS feed for this section

6 gru

przeczytałam właśnie świetny wywiad z Michałem Witkowskim (o bosz… ta znowu o Witkowskim, dajcie jej bana albo w mordę. aj noł, ale na miłość nie ma rady). wywiad do przeczytania tutaj. bardzo fajne spojrzenie na polską literaturę współczesną i na fakt, że książki pisze się w kontekście półki w Empiku. bez zadęcia i kreowania na buk wie co, za to szczerze.

w tekście tym Autor przytacza jak wyglądałoby jego ogłoszenie na rynku pracy gdyby autorem nie był:

Mam 36 lat, nigdy w żadnym zawodzie nie pracowałem, kiedyś skończyłem polonistykę, ale nie robiłem specjalności, nie mam prawa jazdy i nie jestem otwarty ani miły, a na dodatek śpię do pierwszej.

i tak sobie pomyślałam jak wyglądałoby moje?

Mam 23 lata*, pracowałam w second handzie, galerii handlowej i sex shopie. Dodatkowo współpracowałam przy kilku projektach kulturalnych i zdarzyło mi się pisywać dla pewnego portalu… Wspominałam już, że studiuję na Politechnice? Nie mam prawa jazdy i nie jestem otwarta ani miła, a na dodatek z porannym wstawaniem mam spore problemy.

rynek pracy stoi przede mną otworem.



* – już niedługo, ale ciii…

 

mały apdejt

13 lis

miałam pisać regularnie, ale nie wyszło, bo trochę tak jakby nicość i nudy i nic nowego.

bo niby runęły mi schody w Kitschu prawie na głowę, ale po pierwsze primo błogosławiony burn (napój taki energetyczny, onegdaj reklamowany w gej klubach, taka ciekawostka i dygresja) uratował nam skórę i nic nam się nie stało, a po drugie primo (musiałam, po prostu musiałam), a więc po drugie primo kombinacja słów Wielopole, schody, runąć i dyskoteka doprowadza mnie do szewskiej pasji. a w ogóle to sami jesteście dyskoteka.

i nawet mnie żaden strażak o wyglądzie nordyckiego boga, piersi szerokiej i bicepsie imponującym nie porwał w ramiona i wyniósł, uniósł, uratował. co to ma być ja się pytam?!

enyłej.

wyszłam przynajmniej z całego tego weekendu z książką w dłoni z dedykacją od Witkowskiego Michała, literata z Wrocławia, rocznik ’75, znanego i uznanego. jeśli nie znacie i nie uznajecie toście nie na bieżąco i już pytać wujka Google i ciocię Wikipedię i się ładnie przygotować, bo będę odpytywać następnym razem.

w pracy też byłam dwa razy w ubiegłym tygodniu, ale jakoś nie zmieniło to mojego życia na lepsze. może zmieniło to na lepsze życie moich klientów, ale zasadniczo mnie to nie do końca obchodzi, bo ja im pod kołderkę zaglądać nie będę. w temacie pracy dodam jeszcze tylko, że chyba trzeba będzie się zacząć poważnie zastanowić nad jej zmianą, bo… no kilka powodów bym znalazła.

mogłabym jeszcze wspomnieć o tym, że irytują mnie ludzie, którzy wokół i pałętają się pod nogami i roszczą sobie prawa i zmuszają mnie do wysłuchiwania ich maluczkich problemów (jeśli ci jest źle z twoim beznadziejnym facetem to go zostaw, a nie będziesz mi truć dupę. jakby mnie to cokolwiek obchodziło. przecież jestem samolubną suczą i weź mnie sobie tak kurnia zapisz w telefonie to może zapamiętasz. o!). mogłabym o tym wspomnieć, ale po co.

na zakończenie tej przydługiej, nieskładnej notki o niczym (macie mały wgląd w moją głowę. przerażające, prawda?) powiem wam jeszcze, że w środę byłam u Skórki i jadłam takie o KILK przepyszne ciastko i piłam wino i plotkowałyśmy cały wieczór. zazdrośćcie mi.

nie dajcie się zjeść poniedziałkowi
i do tymczasa!

na miły buk

31 paź

przyjdzie taka i mi powie, że ona tego nie skomentuje. ONA?! no ja proszę… to ja tu na głowie staję, a w zasadzie nie ja tylko my, bo się jej coś ubzdurało i pretensje do awansu społecznego sobie rości.

no więc stajemy na głowie my, choć mamy swoje zobowiązania uczelnię, dom, rodzinę czy kolonię wirusów robiących sobie zjazd integracyjny w moich oskrzelach, ale jesteśmy miłe, układne i kulturalne, a ona jeszcze nosem kręci i ona tego komentować nie będzie.

tak to jest gdy się studiuje ***logię i na liście osiągnięć figurują zdjęcia na portalu modna ulica czy inne street fashion. ja nie studiuję ***logii i mój overlook nie zasłużył na pojawienie się w Internecie. jestem głupia i zapewne brzydka, a nawet gorzej niż brzydka, bo z politechniki. i noszę czerwone szpilki, jakby mi to miało w czymś pomóc. żena z tradżą i zazdrość przeze mnie przemawia, ot co.

i to nic, że sama chciała.

blog nie umarł…

22 paź

choć pisząca te słowa prawie.

życie w rytmie uczelnia-praca-dom-uczelnia-praca jest dość absorbujące. i tak nie mam czasu na obcowanie z kulturą wysoką. na seriale nie mam czasu ani siły. książkę jedną męczę od miesiąca. życie towarzyskie leży w kącie i zdycha.

jedyne co ma się zatrważająco dobrze, co więcej, bujnie się rozrasta to wkurw, który mnie podgryza, ale bez wylewania łez w otchłań Internetu!

w końcu i nareszcie i najwyższy czas mam BISa (baj de łej PIN mój to 251D326C) i moja Jeżynka hula jakby przeżywała drugą młodość. pięknie dzięki temu dopełnia moje uzależnienie od Twittera, ale o tym cicho sza, bo o nałogach nie wypada tak z rana dyskutować. może uda mi się uskutecznić korzystanie z appki WordPress’owej na BB i będę tak bardziej regularnie i po bożemu tu bywać.

a w ogóle to odliczam dni do 5 listopada, bo na Targach Książki w Krakowie będzie Witkowski z “Drwalem”! mniam i cannot wait!

boskiego weekendu i do tymczasa.

lipiec

4 lip

po pierwsze, i najważniejsze, jeden z dwóch mych słoneczników zakwitł! i jest śliczny mimo, że ma zepsuty jeden liść. czekam z niecierpliwością aż drugi pójdzie w jego ślady.

w pracy, która pochłania więcej energii niż przypuszczałam, że będzie, pojawiły się pin-up’owe malowidła naścienne. zapraszam do oglądania i zakupów. choćby jutro (w godzinach 10-20).

w uszach i myślach Leszek Możdżer z “Komedą”. piękny album, którego się nasłuchać nie mogę.

Wiesz co, ja kocham muzykę po prostu. I chcę ją mieć na wszystkie sposoby.

powiedział Leszek Możdżer u Kuby Wojewódzkiego, a szczerość tych słów nie daje mi spokoju. któż by pomyślał, że takie rzeczy w telewizji…

KATO – O TAK!

16 cze

przeszło 2 tygodnie minęło od poprzedniego wpisu. gdy tak sięgnę myślą wstecz dochodzę do wniosku, że nawet nie tyle nie miałam czasu na napisanie choć kilku słów, ale nie miałam ochoty (siły, pomysłu). widocznie i mnie dopadła filozofia “quick & easy”, a wszystko co przekracza 140 twitterowych znaków stanowi barierę niemal nie do przejścia.

zamknęłam sesję w tempie ekspresowym, kiedy to wszyscy normalni ludzie ją dopiero zaczynają. narzekać nie będę, mam wakacje, prawdopodobnie ostatnie studenckie (ze zniżkami i innymi bonusami). odpoczynku jednak nie mam w planach (odpoczywałam w semestrze), czas na pracę. wczoraj pierwsze sprzątanie i inwentaryzacja asortymentu. uwinęłyśmy się w 3 godziny. we wtorek natomiast pierwsza 10-godzinna zmiana. kto wie gdzie –  zapraszam, kto nie wie – feel free to ask.

ale najważniejsze wydarzenie dnia wczorajszego to wizyta Komisji, która zadecyduje komu ESK2016. ja i mi podobni nie mamy żadnych wątpliwości, że jak nie KATO to kto?! mam nadzieję, że Komisja doszła do tego samego wniosku. Mariacka wczoraj tętniła życiem i energią, pogoda dopisała, ludzie się spisali. sama z całego zamieszania wyszłam bogatsza o dwa słoneczniki i zaraz poczytam jak to je pielęgnować by zakwitły przepiękne.

ach no i fajne doświadczenie z wczorajszego wieczora. na Mariackiej Tylnej, w podwórku kamienicy, projekcja plenerowa “Prostej historii o miłości” Arkadiusza Jakubika. co więcej mogę dodać? KATO – O TAK!

do następnego razu.

nadciąga sesja…

1 cze

więc nie mam czasu. trochę się podziało przez te kilka dni, ale jakoś nie było chwili by przysiąść i napisać.

w piątek spektakl, pierwszy od tak dawna, że aż wstyd. może napiszę kilka słów później, po egzaminie, który jutro i powinnam się uczyć dokładnie w tej chwili.

w poniedziałek Kraków i poznawanie mojej nowej firmy. jeśli sprawy się dobrze potoczą to zdobędę sporo soczystego materiału na blog o tematyce… jeszcze nie powiem jakiej, ale ja bym taki blog umieściła w rss’ach.

w Krakowie dodatkowo uczenie się prawa wodnego na Plantach i obiad z D. w Relaxie. chciałabym bardzo żeby Katowice zorganizowały sobie takie Planty czy inny Central Park na terenie Śródmieścia. mamy kilka miejsc gdzie można usiąść z książką i notatkami, ale co natura to natura, a do Parku Kościuszki jednak kawałek. może gdyby się udało pchnąć prace przy skwerze wzdłuż Sokolskiej to by wyszło coś fajnego?

czas zabrać się do roboty, bo ekotoksykologia nie nauczy się sama, niestety. nadchodzi pracowity okres dla Mozarta, bo nic tak nie stymuluje mego umysłu jak jego kompozycje.

a przy okazji życzę tym większym i tym mniejszym wszystkiego naj z okazji dnia dziecka.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 245 other followers